Tydzień temu rozpoczął się nowy chiński rok. Rok Drewnianego Konia. Chińscy mędrcy mówią, że ma to być rok burzliwy. Co to oznacza, życie pokaże.

Wczytujecie się w horoskopy? Słuchacie wróżb? Śledzicie przepowiednie astrologów i mistrzów feng shui? My nie specjalnie, a właściwie wcale. Ale specjalnie dla was posłuchaliśmy, co mędrcy mówią o rozpoczynającym się Roku Drewnianego Konia.

Przepowiadają, że Rok Drewnianego Konia będzie wyjątkowo gorący. Nie obędzie się bez konfliktów politycznych, ani klęsk naturalnych. Wielkie azjatyckie mocarstwa mają stanąć w szranki. Klęski żywiołowe i rekordowe upały mają nam uprzykrzyć życie. Patrząc na minione lata zastanawiam się, czy to jednak jakaś nowość?

Dla ludzi prywatnie ma to być rok pełen zmian i niespodzianek, szybkich decyzji i instynktownych działań. W końcu koń to narowisty zwierz, mądry i silny. Myślę sobie, że tego akurat obawiać się nie należy. Zmiany w życiu to bardzo dobra rzecz i tylko trzeba je odpowiednio wykorzystać. Bez strachu i obaw brać wszystko dobre, co przynoszą. A szybkie decyzje? Zazwyczaj takie właśnie są najlepsze. Jak mówił mój ulubiony samuraj „na decyzję masz 7 oddechów”. Bo instynkt zazwyczaj wie lepiej. Czasami warto mu się oddać zamiast zawracać sobie głowę analizami wskazań i przeciwwskazań.

A jak było podczas świętowania Nowego Roku w Bangkoku? Było czerwono, wyjątkowo tłoczno, niemiłosiernie głośno i gorąco. Ale z tych wszystkich przede wszystkim czerwono. Kobiety założyły eleganckie chińskie czerwone sukienki, dzieci czerwone garniturki, mężczyźni czerwone koszule. Dookoła czerwone lampiony, czerwone smoki i czerwone soki z granatów. Ulica Yaowarat w Chinatown zamieniła się w tętniącą czerwienią rzekę. Wzdłuż jej biegu rozstawiły się stragany z jedzeniem, noworocznymi gadżetami, ubraniami, zabawkami, uzdrawiającymi ziółkami, czerwonymi sukienkami. Przybyli masażyści i wróżbici. Była scena, koncerty, głośna muzyka, chińskie makijaże i tradycyjne stroje. Brakowało nam tylko smoków i ulicznych występów. Jakoś rozminęliśmy się z noworoczną paradą i bardzo tego żałujemy. By powetować sobie tę stratę zakupiliśmy papierowe smoki dla dzieciaków i czarodziejską różdżkę dla Mary, po czym zaszyliśmy się z bocznej uliczce. Tu mogliśmy w spokoju oddać się konsumpcji chińskich smakołyków i obserwacji radosnych tłumów, a dzieciaki wspinaczce na parkingowe murki. Jeszcze kilka razy rzuciliśmy się w nurt czerwonej rzeki, ale dzieci nie najlepiej radziły sobie w dzikim i hałaśliwym tłumie. I choć nie spotkaliśmy wielkich tańczących smoków bawiliśmy się długo, potem długo próbowaliśmy dostać się do domu, aż umęczeni przysnęliśmy w taksówce. A było już grubo po północy Nowego Roku Drewnianego Konia.

Wszystkiego najlepszego!