A było tak: w styczniu 1993 roku niejaki Jurek Owsiak zorganizował pierwszy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 26 lat później, na kolejnym wielkim finale, zjawiliśmy się my, zakupiliśmy los na charytatywnej loterii i… wygraliśmy nurkowanie na wyspach Gili!

Minęło kilka kolejnych miesięcy, zanim wsiedliśmy na łódź z Bali na Gili Trawangan. Na co tyle czekaliśmy? Właściwie nie wiemy. Zdawało nam się, że snorklowanie wystarczy, a nurki to już fanaberia, w którą bawią się tylko zapaleńcy. Mieliśmy też obawy, czy wyjdzie nam oddychanie w głębinie. Jest jeszcze Marysia, za młoda by do nas dołączyć. No i co by nie mówić, do najtańszych to hobby nie należy. Argumenty za zwlekaniem sypały się z rękawa.

Czy polecamy DIVE INTRO? Nie. Jeśli myślicie o nurkowaniu, jeśli snorklujecie i czujecie, że to was kręci, nie marnujcie czasu ani pieniędzy. Róbcie kurs OWD.

Co nas wreszcie pchnęło w głębinę? Dobre towarzystwo! Dwójka nurków zapaleńców dała nam kopa – Jacek i Aga dzięki! Dołączyli ci, którzy tylko szukali okazji i ci, co chcieli się poprzyglądać. I tak wielką ekipą wylądowaliśmy na Gili Trawangan. Największej, najgłośniejszej i najbardziej imprezowej z wszystkich Gili (ale o tym w innym odcinku).

Z imprezowych walorów gilijskiego życia specjalnie nie korzystaliśmy. Nie te czasy, nie te imprezy, ale nie w tym rzecz. Nurkowanie straszliwie wykańcza! Poranne pobudki, dwie godziny dziennie pod wodą. Dla początkujących jak my dochodzi jeszcze stres, a ten to dopiero potrafi wykończyć. Tym, co zdecydowali się na kurs Open Water Diver dochodzą zajęcia teoretyczne, książki, testy i egzamin. W tych okolicznościach każda chwila słabości i poddania się imprezowemu charakterowi wyspy następnego dnia pod wodą zaboli. To też sprawdziliśmy.

Nasz szczęśliwy los był zaproszeniem na DIVE INTRO. Nazwijmy to nurkowaniem zapoznawczym. Nie jest to ani wstęp do nurkowego kursu, ani żadna namiastka kursu. Nie daje uprawnień i nie ułatwia nurkowania w przyszłości, bowiem żadna poważna firma nie pozwoli wam nurkować bez odpowiedniego certyfikatu i posiadania chociażby najniższego stopnia nurkowego. Jednym słowem po DIVE INTRO żaden z ciebie nurek. Formalnie. Bo w praktyce doświadczasz prawdziwej podwodnej przygody, po której poczujesz się panem głębin ;). A potem masz dwa wyjścia – od razu zapisujesz się na kurs OWD lub z czystym sumieniem żegnasz się z podwodnymi mrzonkami. Nam przytrafiło się to pierwsze.

By przejść przez DIVE INTRO potrzebowaliśmy dwóch dni. Dzień pierwszy to trochę teoretycznych informacji, zapoznania się ze sprzętem, omówienia zasad bezpieczeństwa i komunikowania się pod wodą. Potem schodzimy pod wodę. W basenie, ale na tym etapie emocji wystarczy. Pierwsze próby oddychania przez aparat, pierwsze ataki paniki i nieporadne ruchy pod wodą. Zapewnienia, że w morzu będzie łatwiej, nie brzmiały przekonująco. Następnego dnia wsiedliśmy na łódź pełną snorklingowych turystów, ale tym razem nie skoczyliśmy z nimi do wody. Zrobiła to tylko Marysia, choć wcześniej zaspokoiła swoją radość, obserwując nasze nieporadne próby założenia sprzętu i rosnące w masce oczy tuż przed wskoczeniem do wody. Oj tak, to niezapomniany moment! Kiedy schodzimy pod wodę oczy robią się jeszcze większe, zapominamy oddychać, woda sączy się do maski, chcemy wypłynąć i wtedy przychodzi oprzytomnienie – nic z tego! Teraz nurkujesz, więc uspokój się, oddychaj i spójrz dookoła. Jak tu pięknie! I to wystarczyło. Atak paniki i niekontrolowanej chęci wypłynięcia opanowany. Teraz można skupić się na tym, po co tu jesteśmy.

 

Mały rekin schował się w szczelinie rafy, skorpeny wystawiały ostre zęby, skrzydlica straszyła pióropuszem, rozdymki czaiły się na dnie. Znaleźliśmy nawet ośmiornicę – czarna jak smoła, gdy tylko przysiadła na koralowcu, zamieniała się w jego część. I co rusz one – żółwie. Maluchy i osobniki większe od nas samych. Spały, żerowały, chowały się w rafach. Uwierzcie, tak podglądane National Geographic to zupełnie inna bajka. 40 min pod wodą minęło jak kwadrans. W tym odmiennym świecie i czas zdaje się płynąć inaczej. Po wypłynięciu ucieszyła nas myśl, że przed nami jeszcze jedno zanurzenie. Ponieważ pierwsze strachy mieliśmy za sobą, było jeszcze lepiej. Przez cały czas towarzyszył nam nasz instruktor-przewodnik. Pokazywał to, co sami przeoczyliśmy. Dawał wskazówki, czasami prowadził za rękę, ale generalnie pozwalał na wiele swobody. Udało nam się zejść całkiem głęboko, wiele zobaczyć i zapalić się do nurkowania. Gili to doskonałe tereny dla początkujących nurków. Woda przyjazna, brak fal, prądy raczej słabe, rafy położone płytko i ciągle jeszcze pełne życia. Choć same w kiepskim stanie, niestety stopniowo bieleją i wymierają z powodu wzrastającej temperatury wód. Jednak cokolwiek nie mówić, życie podglądane na tej głębokości jest o wiele bogatsze niż to, co widać podczas snorklowania.

Czy rekomendujemy robienie DIVE INTRO? Nie. Zdecydujcie się od razu na kurs Open Water Diver. Jeśli w ogóle myślicie o nurkowaniu, jeśli snorklujecie i czujecie, że to może was wciągnąć, nie marnujcie czasu ani pieniędzy. Rekreacyjne nurkowanie okazało się nie być żadną fanaberią dla zapaleńców. Jest dla wszystkich i może dać wielką frajdę.

A co dla dzieci?

Dla dzieci nurkowanie to niesamowita przygoda, że nie wspomnę o walorach edukacyjnych tego sportu. By jednak zanurzyć się w otwartym morzu muszą ukończyć 10 lat. Od tego wieku można starać się o certyfikat Junior Open Water Diver.

Dla jeszcze młodszych PADI ma dwa edukacyjne programy: BUBBLEMAKER oraz SEAL TEAM. Aby wziąć w nich udział trzeba ukończyć 8 lat. Można wówczas zanurkować, ale tylko do głębokości 2 m i tylko w basenie. Za to z akwalungiem, co daje super frajdę i pozwala spróbować najważniejszego – oddychania pod wodą. Nie każda nurkowa szkoła oferuje te zajęcia, ale warto poszukać.

Marysia zaspokoiła się towarzyszeniem nam w basenie i testowaniem aparatu do oddychania. Była też na łodzi, a podczas naszych zanurzeń wskakiwała do oceanu by snorklować. Nie mieliśmy żadnych obaw – na łodzi był przewodnik snorklingowy, który brał dzieciaki pod swoją opiekę i pomagał im odkrywać podwodne cuda. Marysia wracała bardzo zadowolona. Nawet minął jej żal, że nie może do nas dołączyć. Jednak zanim zdecydujecie się na wycieczkę lub kurs nurkowania w towarzystwie dziecka, upewnijcie się, czy na łodzi zaopiekują się maluchem. W Scuba Froggy Senggigi nie było z tym problemu. W ramach zadośćuczynienia możecie dziecku zafundować zajęcia Bubblemaker, które firma organizuje na basenie obok swego biura. Dodatkowo na życzenie mogą zapewnić „obsługę” w języku polskim.  Jak więc widać towarzystwo dziecka nie jest wymówką…